No i jest I rozdział :) Nie jest może idealny (daleko mu od tego), ale mam nadzieję, że kolejne będą tylko lepsze. To dopiero początek, więc nie zniechęcajcie się tak od razu ;) Liczę na was.
-----
Aleksander był obecny na Sali w momencie, w którym Severus Snape, postrach Hogwartu, wtargnął niespodziewanie na uroczystą kolację. On również zamilkł, jak wszyscy i zdumiony wpatrywał się w szeroko otwarte drzwi i zszokowanego Nietoperza. Słyszał przekleństwo, które wyleciało z ust mężczyzny, a później przyciszone rozmowy starszych uczniów, którzy przejęci zapowiadali rychły koniec świata, który miała zapowiadać chwila słabości nauczyciela eliksirów. Mimo iż dopiero rozpoczynał swoją przygodę w Szkole Magii i Czarodziejstwa, to zdawał sobie sprawę z niezwykłości tej sytuacji – w sierocińcu poznał pewnego chłopaka, Adama, który niektórym kolegom opowiadał, za dodatkowy talerz deseru, o świecie, w który niespodziewanie wkroczył ukończywszy 11 lat. Większość z nich uważała, że Adam był zwykłym blagierem – zresztą Aleksander również tak sądził do czasu, gdy w połowie wakacji do jego okna nie zapukała wielka, czarna sowa. W tamtym momencie te abstrakcyjne opowieści nabrały nowego znaczenia.
-----
Aleksander był obecny na Sali w momencie, w którym Severus Snape, postrach Hogwartu, wtargnął niespodziewanie na uroczystą kolację. On również zamilkł, jak wszyscy i zdumiony wpatrywał się w szeroko otwarte drzwi i zszokowanego Nietoperza. Słyszał przekleństwo, które wyleciało z ust mężczyzny, a później przyciszone rozmowy starszych uczniów, którzy przejęci zapowiadali rychły koniec świata, który miała zapowiadać chwila słabości nauczyciela eliksirów. Mimo iż dopiero rozpoczynał swoją przygodę w Szkole Magii i Czarodziejstwa, to zdawał sobie sprawę z niezwykłości tej sytuacji – w sierocińcu poznał pewnego chłopaka, Adama, który niektórym kolegom opowiadał, za dodatkowy talerz deseru, o świecie, w który niespodziewanie wkroczył ukończywszy 11 lat. Większość z nich uważała, że Adam był zwykłym blagierem – zresztą Aleksander również tak sądził do czasu, gdy w połowie wakacji do jego okna nie zapukała wielka, czarna sowa. W tamtym momencie te abstrakcyjne opowieści nabrały nowego znaczenia.
Chłopak odprowadził wzrokiem Snape’a do jego miejsca za stołem
nauczycielskim. Widok twarzy Nietoperza zmieniającej, co rusz kolor z białego
na czerwony był naprawdę fascynujący. W chwili, gdy profesor zasłonił twarz
włosami i skupił się na jedzeniu kiełbasek z puree ziemniaczanym Sala na nowo
wypełniła się gwarem rozmów, śmiechem oraz donośnym mlaskaniem Puchonów.
Wchodzący nauczyciel przerwał ceremonię przydziału
pierwszorocznych – przerażony blondynek niespokojnie wiercił się na taborecie
czekając aż ta stara, gadająca czapka w końcu spełni swoją powinność, a on
będzie mógł wreszcie usiąść na ławce i wtopić się w tłum. Po chwili namysłu
Tiara dopasowała chłopczyka do Ravenclawu. McGonagall wyczytała nazwisko
kolejnego dziecka. Wszystkie domy stopniowo bogaciły się o nowych uczniów, co
skutkowało gromkimi okrzykami przesyconymi radością. Prym wiódł w tym
Hufflepuff oraz Slytherin jakby cały rocznik składał się prawie wyłącznie z
osób mało zdolnych i tych o szemranej przeszłości i nie do końca przyjemnych
charakterach.
- Aleksander Jones
Chłopak wstał powoli i skierował swe kroki ku Tiarze
Przydziału. Szedł wyprostowany, z rękami wciśniętymi w kieszenie spodni. Od
dawna zastanawiał się gdzie chciałby wylądować. W głębi duszy coś ciągnęło go
do Domu Węża – zastanawiał się czy miało to związek z jego rodziną. Próbował nawet
dopytać opiekunkę ośrodka, jednak ta zbyła go uśmiechem. Z drugiej strony
posiadał też cechy charakteryzujące szablonowego Krukona – zawsze był prymusem
w szkole, a nauka sprawiała mu wielką przyjemność. Nie był zbyt towarzyski, a
książki wręcz pochłaniał.
McGonagall delikatnie włożyła mu Tiarę na głowę.
- Masz naprawdę ciekawe drzewo genealogiczne, wiesz
chłopcze?
Mimo iż Aleksander był przygotowany na to, jednak wzdrygnął
się czując ten lekko zachrypnięty głos bezpośrednio w swojej głowie. Postanowił
przemilczeć tą wypowiedź. Domyślił się, że nawet, jeśli ta głupia czapka
cokolwiek wie o jego pochodzeniu to nie pisknie ani słowem. Będzie miała za to
powód do drwin, jeśli zacznie ją prosić o wyjaśnienie, co dokładnie miała na
myśli. Nie należał do ludzi, którzy potrafią poświęcić swój honor w zamian za
jakieś korzyści. Nawet tak znaczące. Wiedział, że prędzej czy później
wszystkiego się dowie, a z czekaniem nie miał żadnego problemu – był nad wyraz
cierpliwym człowiekiem.
- Inteligencja, spryt, pracowitość… masz bardzo złożoną
osobowość. Ciężko będzie cię właściwie przydzielić…
Błagam, tylko nie
Hufflepuff…
Tiara zamilkła na chwilę pochłonięta swoimi myślami. Chłopak
wstrzymał oddech. W końcu ta decyzja miała znacząco wpłynąć na jego przyszłe
życie.
- GRYFFINDOR!
Aleksander ze świstem wypuścił powietrze z płuc. Olbrzymi
supeł, który, jak się okazało, wiązał jego kark zniknął jak za dotknięciem
czarodziejskiej różdżki. Co prawda młodzieniec nie zastanawiał się zbyt długo
nad ewentualnością przydzielenia go do domu Godryka , jednakże nie można było
powiedzieć by był niezadowolony – w końcu zawsze mogło być gorzej.
Starsza nauczycielka dłonią wskazała kierunek, w który miał
się skierować – stół „lwów” był ostatni od wejścia. Nawet i bez tej podpowiedzi
zresztą dałby sobie radę – głośne wrzaski, śmiech i ogólny rozgardiasz
upewniłyby go, że idzie w dobrym kierunku bądź podpowiedziałyby, że powinien
pójść w inną stronę.
Młody czarodziej usadowił się koło burzy ciemnych, lekko
kręconych włosów. Uściślając: była to dziewczynka posiadająca najbardziej
nieokiełznane pukle, jakie tylko w życiu widział. Gdy skierowała na niego swoje
duże, orzechowe oczy i uśmiechnęła się nieśmiało stwierdził, że w sumie mogliby
się zaprzyjaźnić. Szczególnie, że na kolanach trzymała lekko sfatygowane
wydanie „Dziejów Magii”. Czerwona zakładka wskazywała, iż czarownica była już w
połowie lektury.
- Widziałeś już go?
Chłopak zmarszczył brwi i spojrzał na towarzyszkę pytająco.
- Go..?
- No… Harrego Pottera – prychnęła wyraźnie rozczarowana tym,
że jej nowy znajomy jednak nie jest tak bystry, na jakiego wygląda. – O tym, że
w tym roku, wraz z nami, zaczyna swoją naukę w Hogwardzie trąbią wszystkie
gazety. Nie widziałeś chociażby tych plakatów jak robiłeś zakupy na Pokątnej?
Nie chciał zdradzać przed potencjalną nową znajomą, że nie
ma zielonego pojęcia, o czym ona mówi. Kompletnie nic nie wiedział o żadnych
Potterach czy nawet Pokątnych. Wszystkie rzeczy potrzebne do szkoły otrzymał
parę dni po liście dzięki tej samej sowie, która nota bene nie chciała później
odlecieć i Aleksander musiał ją zabrać ze sobą. A naprawdę próbował wszelkimi
metodami – nie chciała i już. Nic nie mógł na to poradzić.
- Może nie rozglądałem się zbyt uważnie. Wiesz, to wszystko
jest dla mnie zupełnie nowe i dlatego ciężko mi się z tym oswoić i zapamiętać
każdy świeży szczegół. Poza tym jak dorwałem się do książek to, szczerze
mówiąc, zapomniałem o Bożym świecie. – Nie skłamał tutaj tak do końca. Faktem
było, że wszystkie podręczniki pochłonął już dawno temu, niedługo po ich
otrzymaniu. Niektóre nawet więcej niż raz.
Dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem i uśmiechnęła się
do niego promiennie – z ulgą zauważył, że odzyskał trochę punktów.
Chciał ją o coś spytać, chociażby o taką prozaiczną rzecz
jak imię jednak nie zdążył, bo między nich wepchnął się piegowaty karzełek o
marchewkowych włosach. Jones wydał z siebie pełne źle skrywanej wciekłości
prychnięcie. Ktoś tu aż prosi się o parę miłych słów na osobności. Nieproszony
gość wdał się w ożywioną dyskusję z młodą czarownicą. Niezadowolony Aleksander
musiał, więc zadowolić się budyniem czekoladowym, który nagle zmaterializował
się przed jego twarzą. No cóż, dobre i to.
Jedzenie jednak nie szło mu za dobrze – większość deseru
wylądowała na stole po tym jak chłopak zaczął w nim dłubać łyżką. Czuł się
nieswojo i nie wiedział skąd się wzięło to uczucie. Pojawiło się nagle –
wcześniej, gdy siedział przy stole przeznaczonym dla pierwszaków
nieprzydzielonych do żadnego z domów kolację zjadł z apetytem. Owszem,
denerwował się, bo był w nowym miejscu z kompletnie obcymi ludźmi, jednakże
strach go nie paraliżował, nie czuł się źle. Rozmowa z burzą kręconych włosów
również nie należała do stresujących. Ciężko zresztą było mu dokładnie sprecyzować,
co mu nie odpowiadało, dlaczego czuł się tak a nie inaczej. Miał wrażenie jakby
był obserwowany, ale nie tak nachalnie. Jakby ktoś dyskretnie śledził każdy
jego ruch i go analizował. Chociaż to też nie było do końca to…
Chłopak odwrócił głowę w kierunku stołu
nauczycielskiego, a jego wzrok zderzył się ze spojrzeniem dużych, błękitnych oczu. Magnetyzujących oczu...*
Po kolacji Prefekci Gryffindoru wraz z opiekunem, profesor McGonagall, zebrali wszystkich młodych gryfonów i skierowali się na siódme piętro, gdzie znajdowało się wejście na wieżę Domu Lwa. Zmierzając ku swojemu dormitorium Aleksander rozglądał się szukając właścicielki niebieskich oczu jednak ona jakby zapadła się pod ziemię. Rozczarowany skupił się na oglądaniu szkoły i słuchaniu wykładu przeprowadzanego przez nauczycielkę.
Sypialnię dzielił wraz z czterema innymi chłopcami – dwóch z
twarzy nie było podobnych do nikogo, trzecim był ten rudy gnom, który odbił mu
dziewczynę, a ostatni wyróżniał się tylko i wyłącznie, dlatego, że miał
okulary. Oczywiście zamiast położyć się spać i wypocząć przed jutrzejszymi
zajęciami jego koledzy stłoczyli się na łóżku piegowatego i do późna rozmawiali
półszeptem, śmiali się. Parę razy proponowali mu by się do nich przyłączył,
jednak, gdy w końcu oznajmił kategorycznie, że nie ma na to ochoty to
zrezygnowali. Widział jednak, że zerkali na niego jeszcze ukradkiem i
chichotali.
Zobaczymy, kto tu będzie się jeszcze, z kogo śmiał.
W efekcie zasnął po czwartej. A lekcje rozpoczynały się o 8.
Nowy rok zapowiadał się naprawdę wspaniale.
*.* Cudowny! Żebym ja umiała tak pisać... Podoba mi się motyw z Aleksandrem i Hermioną. Mimo iż uwielebiam Dramione to oni byliby niezłą parą. Ale ja i tak kochać na zabój będę Dramione.
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie http://dramione-jeden-ruch.blogspot.com/
Pozdrawiam
Nattu^^
Aleksander bardzo przypomina Percy'ego, szczególnie z tą swoją wyniosłością ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny :)