wtorek, 17 listopada 2015

I

No i jest I rozdział :) Nie jest może idealny (daleko mu od tego), ale mam nadzieję, że kolejne będą tylko lepsze. To dopiero początek, więc nie zniechęcajcie się tak od razu ;) Liczę na was.
-----

Aleksander był obecny na Sali w momencie, w którym Severus Snape, postrach Hogwartu, wtargnął niespodziewanie na uroczystą kolację. On również zamilkł, jak wszyscy i zdumiony wpatrywał się w szeroko otwarte drzwi i zszokowanego Nietoperza. Słyszał przekleństwo, które wyleciało z ust mężczyzny, a później przyciszone rozmowy starszych uczniów, którzy przejęci zapowiadali rychły koniec świata, który miała zapowiadać chwila słabości nauczyciela eliksirów. Mimo iż dopiero rozpoczynał swoją przygodę w Szkole Magii i Czarodziejstwa, to zdawał sobie sprawę z niezwykłości tej sytuacji – w sierocińcu poznał pewnego chłopaka, Adama, który niektórym kolegom opowiadał, za dodatkowy talerz deseru, o świecie, w który niespodziewanie wkroczył ukończywszy 11 lat. Większość z nich uważała, że Adam był zwykłym blagierem – zresztą Aleksander również tak sądził do czasu, gdy w połowie wakacji do jego okna nie zapukała wielka, czarna sowa. W tamtym momencie te abstrakcyjne opowieści nabrały nowego znaczenia.
Chłopak odprowadził wzrokiem Snape’a do jego miejsca za stołem nauczycielskim. Widok twarzy Nietoperza zmieniającej, co rusz kolor z białego na czerwony był naprawdę fascynujący. W chwili, gdy profesor zasłonił twarz włosami i skupił się na jedzeniu kiełbasek z puree ziemniaczanym Sala na nowo wypełniła się gwarem rozmów, śmiechem oraz donośnym mlaskaniem Puchonów.
Wchodzący nauczyciel przerwał ceremonię przydziału pierwszorocznych – przerażony blondynek niespokojnie wiercił się na taborecie czekając aż ta stara, gadająca czapka w końcu spełni swoją powinność, a on będzie mógł wreszcie usiąść na ławce i wtopić się w tłum. Po chwili namysłu Tiara dopasowała chłopczyka do Ravenclawu. McGonagall wyczytała nazwisko kolejnego dziecka. Wszystkie domy stopniowo bogaciły się o nowych uczniów, co skutkowało gromkimi okrzykami przesyconymi radością. Prym wiódł w tym Hufflepuff oraz Slytherin jakby cały rocznik składał się prawie wyłącznie z osób mało zdolnych i tych o szemranej przeszłości i nie do końca przyjemnych charakterach.
- Aleksander Jones
Chłopak wstał powoli i skierował swe kroki ku Tiarze Przydziału. Szedł wyprostowany, z rękami wciśniętymi w kieszenie spodni. Od dawna zastanawiał się gdzie chciałby wylądować. W głębi duszy coś ciągnęło go do Domu Węża – zastanawiał się czy miało to związek z jego rodziną. Próbował nawet dopytać opiekunkę ośrodka, jednak ta zbyła go uśmiechem. Z drugiej strony posiadał też cechy charakteryzujące szablonowego Krukona – zawsze był prymusem w szkole, a nauka sprawiała mu wielką przyjemność. Nie był zbyt towarzyski, a książki wręcz pochłaniał.
McGonagall delikatnie włożyła mu Tiarę na głowę.
- Masz naprawdę ciekawe drzewo genealogiczne, wiesz chłopcze?
Mimo iż Aleksander był przygotowany na to, jednak wzdrygnął się czując ten lekko zachrypnięty głos bezpośrednio w swojej głowie. Postanowił przemilczeć tą wypowiedź. Domyślił się, że nawet, jeśli ta głupia czapka cokolwiek wie o jego pochodzeniu to nie pisknie ani słowem. Będzie miała za to powód do drwin, jeśli zacznie ją prosić o wyjaśnienie, co dokładnie miała na myśli. Nie należał do ludzi, którzy potrafią poświęcić swój honor w zamian za jakieś korzyści. Nawet tak znaczące. Wiedział, że prędzej czy później wszystkiego się dowie, a z czekaniem nie miał żadnego problemu – był nad wyraz cierpliwym człowiekiem.
- Inteligencja, spryt, pracowitość… masz bardzo złożoną osobowość. Ciężko będzie cię właściwie przydzielić…
Błagam, tylko nie Hufflepuff…
Tiara zamilkła na chwilę pochłonięta swoimi myślami. Chłopak wstrzymał oddech. W końcu ta decyzja miała znacząco wpłynąć na jego przyszłe życie.
- GRYFFINDOR!
Aleksander ze świstem wypuścił powietrze z płuc. Olbrzymi supeł, który, jak się okazało, wiązał jego kark zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Co prawda młodzieniec nie zastanawiał się zbyt długo nad ewentualnością przydzielenia go do domu Godryka , jednakże nie można było powiedzieć by był niezadowolony – w końcu zawsze mogło być gorzej.
Starsza nauczycielka dłonią wskazała kierunek, w który miał się skierować – stół „lwów” był ostatni od wejścia. Nawet i bez tej podpowiedzi zresztą dałby sobie radę – głośne wrzaski, śmiech i ogólny rozgardiasz upewniłyby go, że idzie w dobrym kierunku bądź podpowiedziałyby, że powinien pójść w inną stronę.
Młody czarodziej usadowił się koło burzy ciemnych, lekko kręconych włosów. Uściślając: była to dziewczynka posiadająca najbardziej nieokiełznane pukle, jakie tylko w życiu widział. Gdy skierowała na niego swoje duże, orzechowe oczy i uśmiechnęła się nieśmiało stwierdził, że w sumie mogliby się zaprzyjaźnić. Szczególnie, że na kolanach trzymała lekko sfatygowane wydanie „Dziejów Magii”. Czerwona zakładka wskazywała, iż czarownica była już w połowie lektury.
- Widziałeś już go?
Chłopak zmarszczył brwi i spojrzał na towarzyszkę pytająco.
- Go..?
- No… Harrego Pottera – prychnęła wyraźnie rozczarowana tym, że jej nowy znajomy jednak nie jest tak bystry, na jakiego wygląda. – O tym, że w tym roku, wraz z nami, zaczyna swoją naukę w Hogwardzie trąbią wszystkie gazety. Nie widziałeś chociażby tych plakatów jak robiłeś zakupy na Pokątnej?
Nie chciał zdradzać przed potencjalną nową znajomą, że nie ma zielonego pojęcia, o czym ona mówi. Kompletnie nic nie wiedział o żadnych Potterach czy nawet Pokątnych. Wszystkie rzeczy potrzebne do szkoły otrzymał parę dni po liście dzięki tej samej sowie, która nota bene nie chciała później odlecieć i Aleksander musiał ją zabrać ze sobą. A naprawdę próbował wszelkimi metodami – nie chciała i już. Nic nie mógł na to poradzić.
- Może nie rozglądałem się zbyt uważnie. Wiesz, to wszystko jest dla mnie zupełnie nowe i dlatego ciężko mi się z tym oswoić i zapamiętać każdy świeży szczegół. Poza tym jak dorwałem się do książek to, szczerze mówiąc, zapomniałem o Bożym świecie. – Nie skłamał tutaj tak do końca. Faktem było, że wszystkie podręczniki pochłonął już dawno temu, niedługo po ich otrzymaniu. Niektóre nawet więcej niż raz.
Dziewczyna pokiwała głową ze zrozumieniem i uśmiechnęła się do niego promiennie – z ulgą zauważył, że odzyskał trochę punktów.
Chciał ją o coś spytać, chociażby o taką prozaiczną rzecz jak imię jednak nie zdążył, bo między nich wepchnął się piegowaty karzełek o marchewkowych włosach. Jones wydał z siebie pełne źle skrywanej wciekłości prychnięcie. Ktoś tu aż prosi się o parę miłych słów na osobności. Nieproszony gość wdał się w ożywioną dyskusję z młodą czarownicą. Niezadowolony Aleksander musiał, więc zadowolić się budyniem czekoladowym, który nagle zmaterializował się przed jego twarzą. No cóż, dobre i to.
Jedzenie jednak nie szło mu za dobrze – większość deseru wylądowała na stole po tym jak chłopak zaczął w nim dłubać łyżką. Czuł się nieswojo i nie wiedział skąd się wzięło to uczucie. Pojawiło się nagle – wcześniej, gdy siedział przy stole przeznaczonym dla pierwszaków nieprzydzielonych do żadnego z domów kolację zjadł z apetytem. Owszem, denerwował się, bo był w nowym miejscu z kompletnie obcymi ludźmi, jednakże strach go nie paraliżował, nie czuł się źle. Rozmowa z burzą kręconych włosów również nie należała do stresujących. Ciężko zresztą było mu dokładnie sprecyzować, co mu nie odpowiadało, dlaczego czuł się tak a nie inaczej. Miał wrażenie jakby był obserwowany, ale nie tak nachalnie. Jakby ktoś dyskretnie śledził każdy jego ruch i go analizował. Chociaż to też nie było do końca to…
Chłopak odwrócił głowę w kierunku stołu nauczycielskiego, a jego wzrok zderzył się ze spojrzeniem dużych, błękitnych oczu. Magnetyzujących oczu...

*
 Po kolacji Prefekci Gryffindoru wraz z opiekunem, profesor McGonagall, zebrali wszystkich młodych gryfonów i skierowali się na siódme piętro, gdzie znajdowało się wejście na wieżę Domu Lwa. Zmierzając ku swojemu dormitorium Aleksander rozglądał się szukając właścicielki niebieskich oczu jednak ona jakby zapadła się pod ziemię. Rozczarowany skupił się na oglądaniu szkoły i słuchaniu wykładu przeprowadzanego przez nauczycielkę.
Sypialnię dzielił wraz z czterema innymi chłopcami – dwóch z twarzy nie było podobnych do nikogo, trzecim był ten rudy gnom, który odbił mu dziewczynę, a ostatni wyróżniał się tylko i wyłącznie, dlatego, że miał okulary. Oczywiście zamiast położyć się spać i wypocząć przed jutrzejszymi zajęciami jego koledzy stłoczyli się na łóżku piegowatego i do późna rozmawiali półszeptem, śmiali się. Parę razy proponowali mu by się do nich przyłączył, jednak, gdy w końcu oznajmił kategorycznie, że nie ma na to ochoty to zrezygnowali. Widział jednak, że zerkali na niego jeszcze ukradkiem i chichotali.
Zobaczymy, kto tu będzie się jeszcze, z kogo śmiał.                                  
W efekcie zasnął po czwartej. A  lekcje rozpoczynały się o 8.
Nowy rok zapowiadał się naprawdę wspaniale. 

2 komentarze:

  1. *.* Cudowny! Żebym ja umiała tak pisać... Podoba mi się motyw z Aleksandrem i Hermioną. Mimo iż uwielebiam Dramione to oni byliby niezłą parą. Ale ja i tak kochać na zabój będę Dramione.
    Zapraszam do siebie http://dramione-jeden-ruch.blogspot.com/
    Pozdrawiam
    Nattu^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Aleksander bardzo przypomina Percy'ego, szczególnie z tą swoją wyniosłością ;)

    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń